Piórem Pisane

Bruxeles 8.06.1996 r.

Myśl

Myśl, przebiegając przed szeregami szarych komórek
sumienia, lekko poruszyła strunę,
która się szybko odbiła o serce,
stawiając go w niezręcznej rozterce.
Dziwne wtedy zaistniało uczucie
szybsze tętno i w piersiach kłucie,
oczy obłędne krążyły bez wytchnienia
wargi drżały, wtórując rękom i nogom,
zmieniającym miejsca w toku bezsensownego przemieszczenia
wszystko, co w człowieku zmysłowe szukało wyjaśnienia.
Nie straćmy słuchu na muzykę sumienia,
bo każdy z nas jest swego panem,
oby potrafił być tej muzy gorącym melomanem
i by potrafił ją pojąć od myśli do słowa.
Może wtedy, by zrozumiał, że nie przy innych lecz na sobie
należało by się bardziej skoncentrować.

 

Czasami

Czasami niektórzy nie zdają sobie sprawy, na ile ich głupota może sparaliżować innych, o wiele korzystniej myślących.
Sami na tym tracą, karmiąc się niepowodzeniem ofiar swych, co ich chwilowo nasyca, ukierunkowują się w tym i już w pewnym momencie zaczynają szkodzić tylko sobie, a ofiary śmieszyć.
Ulegają syndromowi węża na pustyni, w palącym słońcu z wycieńczenia fatamorgana wskazuje im wroga, własny ogon. I rozpoczyna się proces trawienia. Czas robi swoje.

Do braci malkontentów

Nie kochają matek, bo nie w luksusach ich chowały. Nie kochają ojców, bo majątków im nie nazgarniali. Nienawidzą ojczyzny, bo im nic nie dała. Idą sami przez siebie przeklęci, drogą, którą sobie sami wytyczyli leniwi malkontenci...
...Kocha się za nic panowie!
Kochajcie ojców za to „nic”, za to, że jesteście, bo gdyby nie oni, to nie bylibyście nawet tym nikim - w najlepszym przypadku plemnikiem.
Kochajcie matki, które cierpiały, za to „nic” co wam dały. Nocy nie przespały i wstawały o świcie,
by wam dać to „nic”, co zwie się życie.
Gdyby nie to, nie moglibyście ze wszystkiego i z wszystkich tak szydzić dumnie,
by na końcu wylegiwać się w trumnie.
Kochajcie ojczyznę za to „nic” co wam dała, 1000 lat historii, Jana Pawła i Wyszyńskiego Kardynała. Za Kopernika, za Czarneckiego, Matejkę, Mickiewicza, za Kościuszkę, za Słowackiego, Piłsudskiego, Sobieskiego, Jagiełłę, Marię Skłodowską i Mieszka Pierwszego, za Lecha i Ogińskiego, Dąbrowskiego, Drzymałę i wóz jego.
Za miliony wielkich Polaków, co odeszli różnie-  kończąc byt swój na ziemi lechitów niebywały, w komorach gazowych w blaskach chwały, drutem skrępowani tonęli już w czasach nowych, bądź dawniej strzałem w tył głowy, groby ich skryte wśród lasów i krzaków.
Myśli ich wszystkich jednoczyła - lepsze jutro przyszłych rodaków.
Teraz to na was czas, czy macie już dla swoich dzieci newsa, a może wolicie gdzieś dać susa. I wszystkiemu będą winni dziadkowie i ta na życiorysie blizna – „byle jaka”, stara ojczyzna.
Nowa lepsza będzie - ją można kochać za faszyzm, stalinizm, marksizm, kolonializm, za Jałtę i za inne psikuso-zdrady, co nas pomogły pchnąć w Mickiewicza Dziady. I skończyliśmy jak Chłopy Reymonta, co bawiąc się na weselu Wyspiańskiego zostali ustawieni w roli chochołów, ale tak najprawdziwiej to...
...Kocha się za nic panowie!
Niech się pali, niech się wali! Dalej z kątów w środek sali!
A podkomorzy uniósłwszy się zza stołu, oburącz wspierając się o niego, ruszając wąsem, wzrokiem po sali wodzi.
Zorientowawszy się, czy wszyscy, i kto przybył. Powietrza w piersi nabrawszy żywiołowo, po chwili refleksji dyskretnie nosem upuszczać zaczął, siadając powoli by nikogo na urazę nie wystawić. Zorientowawszy się, że nikt nań nie patrzy, a i nie słucha, resztką tchu, siadając, ku pokrzepieniu serc narodu wyrzekł
- Poloneza czas zacząć!