Pro Patria Łukawica

Kopna Góra - 46 powstało!


"Larum grają. A Wy nie wstajecie do apelu." Parafrazował dr Zemło. A znad Sokołdy w ciszy wracało. Grają, grają... Wstajecie. Tak jakby "nie" utknęło gdzieś w szuwarach. (Kopna Góra, 15.09.2013r.)
Stałem na końcu wpatrzony w ziemię. Po prawej stronie dr Tadeusz Borowski, po lewej dr Wojciech Załęcki. Dwóch sędziwych mężów o twardych twarzach. Przysłuchiwali się z opuszczonymi głowami.

Pamięć przywlekała mi krótkie wspomnienia obrazów z opowieści. Przewrócił się gdzieś mały Wojtuś. Wstał i zza rzeki patrzył jak na wileńszczyźnie płonie dwór jego rodziców podpalony przez jego Matkę. Kobieta nie chciała, żeby rodzinny majątek został ograbiony a dokumenty trafiły w ręce nieprzyjaciół.
I mały Tadek siedmioletni chłopiec z syberyjskiej fotografii. Otulony kufajką, obok jego Matka w przepięknym futrze. W tym samym, w którym na drugiej fotografii spaceruje z mężem Krakowskim Przedmieściem. Czas. Kilka lat. Syberia. Mąż już nie żyje. Mały Tadeusz o tym nie wie jeszcze.
Przychodziły na myśl różne wspomnienia , nieustannej ich walki o Pamięć, Prawdę i to co minęło. Zaprojektowane przez Panią dr Załęcką Cmentarze: Powstańców Listopadowych, Żołnierzy spod Arsenału Olszynki Grochowskiej. Przepiękne.
Stoicki spokój. Biskup. Msza. Nastrój powagi i refleksji. Delegacje z Niemiec, Litwy, Białorusi. Przedstawiciele Kościoła Ewangelicko Ausburskiego, Cerkwi Prawosławnej.
Spokój i zrozumienie.
Pogranicznicy w szeregach, Ułani na Koniach. A tamtych 46 powstało w tych nowych duszach, które nadzieję rokują, że Pamięć, że Wartość, że Godność nie zostaną nigdy zapomniane.
Przemknął gdzieś Attache Wojskowy Litwy. Przystojny mężczyzna, pewny siebie, czuł się jak w domu. To miłe. Harcerze, młodzież, dzieci. Delegacja z Niemiec nieskrępowana. Spotkałem ich przy pamiątkowej fotografii. Starosta Supraśla dr Dobrowolski podniósł szablę, którą dostał w prezencie i zaczął śpiewać "Jeszcze Polska nie zginęła! ..." Ileż było sympatii, ciepła i uśmiechów na twarzach wszystkich gości, którzy wtórować zaczęli. Normalność. Jakby życie nabierało sensu. I ten Orzeł z kolumny, który chciałby się wzbić w powietrzę i widzieć to
wszystko z góry. Mgła znad Sokołdy wywlekająca, jakby chciała posłużyć za nić do osnowy lasu, jakby chciała utkać ten obraz na zawsze, ze starymi dębami i głosem żołnierzy odpowiadających na apelu poległych. "Polegli na polu chwały! Cześć ich pamięci!"

Po skończonej Mszy Świętej Doktor Borowski wycofując się dyskretnie dał mi dwa znicze, biały i czerwony mówiąc: "Najważniejsze minęło. mam dyżur w hospicjum. Dwóch pensjonariuszy muszę przyjąć. Spotkamy się przy kolacji." Wziąłem znicze i patrzyłem na jego postać, powoli znikającą w tłumie. Dr Załęcki nie okazywał ani dumy ani pychy. To zrozumienie. Ale widać było w jego oczach, że jest dumny ze swoich uczniów. Z Prezesa Collegium Suprasliense Mariusza Zemło, Burmistrza i byłego Prezesa Radka Dobrowolskiego. Doktor potrafił przekazać im te Wartości, które w życiu człowieka są najistotniejsze. Te dające autentyczną nieśmiertelność. Nieśmiertelność dla ludzi, rodzin, narodów. To jest prawdziwe Piękno.

Zapaliłem znicz, biały, czerwony, mijając się z delegacją z Niemiec. Sympatyczni uśmiechnięci ludzie. Baciuszka z Kościoła Ewangelicko Ausburskiego, przebiegając puścił oko i uśmiechnął się. Nie zdawałem sobie sprawy, że mają tak piękne stroje liturgiczne. Pojechaliśmy za Mariuszem zjeść grochówkę na polanie. Na miejscu, okazało się, że Ci, których wydawało mi się że nie było, zaczęli się pojawiać. Prezesi stowarzyszeń i organizacji. Prezes Skały, Towarzystwo Przyjaciół Choroszczy, Klub Inteligencji Katolickiej i wiele różnych organizacji i stowarzyszeń. Ci ludzie nie afiszowali się, nie byli widoczni, ale byli obecni. Przyjechali, żeby być i uczestniczyć w ceremonii. Każdy na swój sposób, pod swoim drzewem, chciał przeżyć tą wzniosłą uroczystość. Otwarcie pierwszego Cmentarza poświęconego Żołnierzom Powstania
Listopadowego.

Wracając do Warszawy, nie mogłem ogarnąć myśli. Gdzie i Skąd? W natłoku mądrości, mowy o tolerancji, której wciąż tak mało widać poza mową jedynie. Próbowałem zebrać myśli. Gdzie w rzeczywistości byłem? W czym uczestniczyłem? Ci młodzi żołnierze, kawalerzyści. Niektórzy z nich w pierwszych klasach Liceów, pracujący nad sobą, rozumiejący Tradycję. I przypomniała mi się ta mała dziewczynka między tłumem na ceremonii zgromadzonym. Biegnąca, roześmiana, ubrana w bluzkę z amerykańską flagą. Abstrakcyjny obraz. Roześmiałem się myśląc. "Zeszło Ci Pszczółko z tym powrotem. Mój pradziadek Konstanty wrócił z Ameryki przed 1-wszą Wojną Światową. Lepiej późno niż wcale."

Gdzie zatem byłem? Na Podlasiu. Na Kopnej Górze. Za Supraślem. Czy byłem na zaścianku, Polski, Świata, Kultury? Nie dało się tego odczuć. Ekumenizm, tolerancja, uśmiech, autentyczność. Wymiana poglądów, rozmowy przy stole o rzeczach faktycznie istotnych. Serdeczni ludzie z różnych krajów i różnych religii. Czuło się sympatię i gościnność. Uświadomiłem sobie! Ja byłem w Polsce! W Polsce, której już nie ma. Ale może? Daj Boże!

SP Simple Youtube